Lepiej trafić w ręce kata czy zostać rzuconym na pożarcie zombie? (relacja z escape’ów 9)

Nas spotkało jedno i drugie. Niebezpiecznie przechadzać się wieczorem po Śródmieściu.

O franczyzie Let Me Out krążą mieszane opinie, które postanowiliśmy zweryfikować. Jedno jest pewne: to pod jej szyldem rozwijały skrzydła pierwsze escape’y w Polsce, nie sposób więc odmówić jej zasług. Obecnie firma prosperuje coraz lepiej, o czym świadczy i to, że nie ogranicza działalności wyłącznie do polskich miast. W Warszawie Let Me Out oferuje dwa pokoje zagadek, które od czasu otwarcia placówki zdążyły przejść całościową transformację, obejmującą zmianę nazwy, wystroju oraz samych łamigłówek. Uzbrojeni w logikę i odwagę, ruszyliśmy wziąć się za bary z obydwoma: Salą tortur oraz Virusem zombie.

Sala tortur

Na pierwszy ogień poszła Sala tortur. Pokój ten można podsumować krótko: interesujące zagadki i nie całkiem przekonujący klimat. Łamigłówki okazały się wielorakie: elektroniczne, mechaniczne, logiczne, szukajki i nie tylko. Pięknie współgrały z tematyką pokoju i rekwizytami. Zdaniem koleżanki pokój był niemal tak dobry, jak tylko może być pokój o takiej tematyce, a dodajmy, że stwierdzenie to wypowiedziała osoba, która z motywem tortur jest raczej na bakier. Sala tortur jest nie za dużym i dość łatwym pokojem, tak że trzy kwadranse zdaje się rozsądnym czasem na satysfakcjonującą zabawę. Zagadki wszystkim się podobały i co najważniejsze, są w pełni sensowne. Nie ma błądzenia we mgle ani nudy. Czas mija szybko i przyjemnie.

Co do klimatu, mieliśmy rozbieżne oczekiwania i opinie. Kasia stwierdziła, że był „suchy”, ale też, że nie należało niczego innego oczekiwać po pokoju utrzymanym w takiej tematyce. Przyznaję jej częściową rację, aczkolwiek dotychczasowe wizyty w dwudziestu escape’ach spowodowały podniesienie u mnie poprzeczki oczekiwań i po firmie posiadającej doświadczenie mierzone nie w tygodniach, ale latach działania, posiadającej escape’y w 10 miastach Polski i jeden w Brukseli, spodziewałam się, że będzie potrafiła wytworzyć nastrój. To nie całkiem się udało. Kolor ścian faktycznie nadaje miejscu ponurego nastroju, który dodatkowo podkreślają dobrze dobrana muzyka i oświetlenie. W pomieszczeniu znajdziemy wiele narzędzi kaźni. Brakuje tylko prawdziwości. Jest tak sztucznie, że aż muzealnie. Narzędzia nie są naznaczone śladami użytkowania, w większości są to w pełni bezpieczne, przytępione, czyściutkie i niezbyt realistyczne imitacje. O wiele efektowniej Sala tortur prezentowałaby się, gdyby przedmioty nosiły plamy (sztucznej, oczywiście) krwi, były połamane czy przeżarte rdzą. Pomieszczeniu na pewno nie zaszkodziłyby dodatki: sztuczne pajęczyny, kruszejące cegły, a może nawet naturalistycznie wyglądające pourywane kończyny czy leżących tu i tam „ludzkie” kości? Gracze byliby bardziej zaangażowani w historię. Brak tego ma jednak niezaprzeczalną zaletę: powoduje, że w pokoju jest estetycznie i bardzo czysto, co sprzyja myśleniu.

Sala tortur na pewno ucieszy tych, którzy przyjdą tutaj rozwiązywać zagadki, bo jest ich niemal pełna gama! Z drugiej strony, osoby spragnione realizmu, atmosfery strachu, zagrożenia, smutku czy przemocy – wszelkich emocji, jakie mogą i powinny w nas budzić narzędzia kaźni – mogą wyjść nieco rozczarowane.

Virus zombie

Virus zombie wypada pod tym względem lepiej. W środku panuje nastrój sterylno-laboratoryjny, właściwy dla miejsca, do którego zombie w tej chwili nie mają dostępu, ale… kto wie, co stanie się lada chwilę? W pokoju można znaleźć fajne gadżety (takie do wzięcia w łapki i pobawienia się). Są wszystkie rzeczy, o których myśli człowiek w obliczu konieczności walki: z jednej strony z epidemią wirusa zombie, a z drugiej – samymi zombie!  I pomimo że tematyka należy do gatunku science fiction, jest tu o wiele realistyczniej niż w pokoju obok. Moim zdaniem, Virus jest wizualnie ciekawszy od Sali tortur.

Niezbyt postarano się natomiast ukryć elementy techniczne – biegnące po podłodze kable czy widoczny głośniczek – wszystko zupełnie na wierzchu. Takie drobnostki przypominają uczestnikom, że uczestniczą w grze i nie pozwalają im w pełni wkręcić się w tworzony nastrój. To tak, jakby podczas filmu fabularnego co dziesięć minut wyświetlał się komunikat, że przedstawione wydarzenia nie są prawdziwe i nie należy się w nie angażować emocjonalnie. Wszyscy to wiemy, ale identycznie jak podczas oglądania filmu, tak i w trakcie ucieczki z escape’u chcemy w pełni chłonąć świat przedstawiony, którego częścią sami się stajemy. Zagadki nie są tak wielorakie jak w Sali tortur, mimo to jedna wypada efektownie (koleżanka była nią oczarowana, ja miałam już z taką styczność w innym escape roomie – w Białymstoku – przez co nie zrobiła takiego wrażenia).

Innej zagadce niestety można zarzucić nielogiczność. Mieliśmy mnóstwo pomysłów na rozwiązanie, ale okazało się, że żaden nie pasuje. Ostatecznie skorzystaliśmy z pomocy. Po poznaniu „prawidłowej” odpowiedzi dalej nie byliśmy do niej przekonani. Wydaje się, że zagadkę trzeba jeszcze dopracować.

Czas na konkluzję. Let Me Out dostarczył nam półtorej godziny udanej zabawy, chociaż bez fajerwerków. Pokoje w zestawieniu ze sobą wypadają nie całkiem ex aequo. Chociaż Sala tortur ma sensowniejsze łamigłówki, a Virus zombie – lepiej oddany klimat, to jednak w Virusie bawiliśmy się po prostu dobrze, podczas gdy w Sali tortur spędziliśmy czas rewelacyjnie! Virus spodoba się miłośnikom żywych trupów (do których sama się zaliczam ^^), Salę tortur zaś rekomenduję wszystkim, z tym drobnym zastrzeżeniem, o którym pisałam wyżej – to escape zdecydowanie nastawiony na zagadki, dla których klimat pełni funkcję wspierającą. Nie odwrotnie. Szkoda tylko, że gra trwa tak krótko – maksymalny czas na każdy pokój to raptem 45 minut.

zombie walk

Przydatne informacje w pigułce

Co? Sala tortur oraz Virus zombie w Let Me Out

Gdzie? ul. Wojciecha Górskiego 3/17, Warszawa (Centrum)

Za ile? 99 zł od grupy (należy wziąć poprawkę na to, że gra trwa tylko 45 minut)

Dla kogo? 2-4 graczy. Nie ma zagadek pisemnych, więc gra nadaje się znakomicie także dla cudzoziemców.

Czas trwania gry: 45 minut

Rezerwacja: Rezerwacji dokonuje się poprzez formularz na stronie internetowej Let Me Out.

Linki:

Let Me Out (Polska)

Let Me Out (Świat)

Fanpage Let Me Out Warszawa na Facebooku

Opinie o pokoju Sala tortur na LockMe

Opinie o pokoju Virus zombie na LockMe

Opinie o Let Me Out Warszawa na TripAdvisor

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Lepiej trafić w ręce kata czy zostać rzuconym na pożarcie zombie? (relacja z escape’ów 9)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s