zjAva 7 + rzut oka na nowości growe

Dzisiejszy wpis ma charakter eksperymentalny. Tym razem nie będzie o zagadkach, a o mojej drugiej pasji – grach. A gdzie najlepiej poznawać nowe gry, jak nie na konwentach? ZjAva jest odbywającym się w Warszawie średniej wielkości konwentem nastawionym głównie na gry bez prądu, we wszelkich ich przejawach: planszówki, karcianki, erpegi, LARPy. Główną atrakcję imprezy stanowi bogaty gamesroom, w którym można wypożyczyć gry, poznać ich twórców, wydawców, plany wydawnicze, prototypy, nowości. Wszystko w towarzystwie nakręconych pasjonatów. Uczestników czekają też prelekcje oraz stoiska pełne fantastycznych gadżetów (serce z radości skacze, a portfel płacze). Można się nałykać pozytywnej energii na zapas i zabić smutki codziennej monotonii.

Gry i zagadki silnie łączy to, że jedne i drugie dostarczają znakomitej umysłowej rozrywki. Chcę Wam zaprezentować kilka poznanych na zjAvie gier. Prawie wszystkie to świeżynki: nowości bądź prototypy. Wyszłam z założenia, że jak ktoś lubi zagadki, to i gry musi uwielbiać! 🙂 Co sądzicie o tym, bym od czasu do czasu zbaczała tutaj z tematyki zagadkowej ku grom?

Col-Or-Form

col-or-form

Na pierwszy ogień poszedł prototyp wydawnictwa Lucrum Games (jeszcze nieoficjalny, bo nawet na stronie nie ma informacji). Na stole leży ułożone w kwadrat 9 kart. Celem graczy jest zauważenie wśród nich układów kart pasujących do aktualnych zadań. Wystarczy, aby z każdą kartą układu zgadzała się tylko jedna cecha: tytułowy kolor lub kształt (color or form). Dodatkowym utrudnieniem jest to, że musimy sobie cały czas obracać w głowie wyłożone 9 kart, aby sprawdzić, czy pasują do którejś z kart zadań. Gra przypomina mi nieco Seta, chociaż – przynajmniej przy naszych obecnych umiejętnościach – nie była aż tak dynamiczna. Na tym nie koniec; każdy z graczy ma pod ręką kilka kart ratunkowych. Jeśli chce, może sobie nimi dopomóc w tworzeniu układu. Liczba punktów na koniec gry jest równa liczbie wszystkich kart składowych układów. Col-or-form jest grą wartą polecenia. Można w niej poćwiczyć koncentrację, spostrzegawczość, podzielność uwagi i orientację przestrzenną, a mózgi nieprzyzwyczajone na co dzień do tego typu myślenia rozgrzeją się do czerwoności! 🙂

Gra ze śliwką na okładce i liczbą pi w tle

Gra ze śliwką

Ten intrygujący tytuł od razu przyciągnął moją matematyczną uwagę! 😀 To cudowna gra. Zasady opanowuje się w kilka chwil. Zbierasz owoce, starasz się z nich ułożyć konkretne układy (np. AAABB – trzy owoce typu „A” i dwa owoce typu „B”), jeśli Ci się to uda, zebrany układ spada i w zamian otrzymujesz punkty. Oczywiście, bardziej skomplikowane układy są warte więcej punktów, jednak trudniej je zdobyć: kosztuje to więcej czasu (ryzykujesz, że nie zdążysz zdobyć potrzebnych owoców), a i narażasz się przy tym na niebezpieczeństwo, że ktoś w międzyczasie ukradnie Ci kartę. Na szczęście do obrony przed złodziejem mamy psa. Nie jest to jednak stereotypowy najlepszy przyjaciel człowieka, bo zmienia właścicieli jak rękawiczki.

Rozgrywka podzielona jest na trzy fazy – im dalsza faza, tym wyżej punktowane układy. Fajną częścią mechaniki jest początek tury: wszyscy gracze zagrywają po jednej karcie (ewentualnie wzmocnionej za pomocą liczb pi), starszeństwo kart decyduje o tym, w jakiej kolejności gracze będą je zabierać ze stołu. Kiedy to robią, muszą wyłożyć je do swojego ogródka i użyć ich specjalnej mocy, o ile taką mają. Ostatni gracz dostaje na pocieszenie śliwkę. „Gra ze śliwką na okładce…” w ogóle się nie nudzi. Można grać i grać! 😀 Nie została jeszcze wydana w języku polskim, będzie jakoś na wiosnę. Niemieckojęzyczna wersja jednak w niczym nie przeszkadza, bo na kartach nie ma opisów.

Hanafuda (jap. „kwiatowe karty”)

Hanafuda1

Nad tą grą spędziłam najwięcej czasu, bo ostatnio przeżywam zauroczenie kulturą Japonii. Karty powstały w ciekawych okolicznościach, w rezultacie długiego zakazu karcianych gier hazardowych w Japonii, który wprowadzono w 1633 roku w momencie odcięcia kontaktów z zachodnim światem. Zakaz początkowo dotyczył wyłącznie zagranicznych kart, z czasem objął i inne gry karciane. Japończycy na różne sposoby starali się go obchodzić, a przywiezione z Europy karty stopniowo ewoluowały w podziemnym hazardowym światku. Hanafuda powstała, kiedy zakaz był już znacznie złagodzony. W 1889 roku założono firmę Nintendo (tak, tą samą, która słynie dziś z gier konsolowych!), a jej pierwszym produktem było nic innego jak ręcznie malowane karty hanafuda. Karty szybko się rozpowszechniły, a stało się to za sprawą… japońskiej mafii! 😀 Tak, moi drodzy, to gra, w którą z zaangażowaniem grywała Yakuza w domach hazardu.

Hanafuda to tak naprawdę nie tyle nazwa pojedynczej gry, co samych kart. Tak jak u nas mamy pokera, tysiąca, brydża, tak Japończycy (a także Koreańczycy i mieszkańcy Hawajów, bo tam obecnie się w to grywa) grają w różne gry używając kwiatowych kart.

Podoba mi się w hanafudzie to, że osoby patrzące z boku nie mają absolutnie najmniejszych szans zrozumieć, na czym polega rozgrywka. Może nawet wyda im się bardzo mądra ^^.

Hanafuda
Podczas gry w Hanafudę. Ania z Klubu Japońskiego wytłumaczyła zasady. To śmieszna gra.

Poznałam kilka gier kartami hanafuda (m.in. najsłynniejszą: koi-koi) i mam mieszane odczucia. Czynnik losowy wydaje się zdecydowanie zbyt duży, punktacja zaś mocno niewyważona (w koi-koi występują układy złożone z dwóch kart, za które można dostać 5 punktów, podczas gdy z reguły za układy, nawet duże, zdobywa się mało: 1 lub 2 punkty). Dla europejczyka mocno konsternująca będzie też cała otoczka rysunkowa, w której momentami tradycja wygrywa z logiką: choć karty teoretycznie uporządkowane są według miesięcy, a te można rozpoznać dzięki charakterystycznej roślinie (śliwa, wiśnia, paulownia…), to z niewiadomych przyczyn na jednej z kart listopada zamiast rośliny mamy deszcz (bo tak :D). Podobnie z kartami zwierząt. Nie zawsze są na nich zwierzęta, chyba że jako zwierzę zaliczymy czarkę sake (wódki ryżowej) 😀 , a i w drugą stronę, karta ze zwierzęciem potrafi okazać się nie kartą zwierzęcia, a kartą specjalną! 😀 A już mistrzostwem świata jest karta o nazwie „Ono no Michikaze z parasolem i żaba”, która nie dość, że nie jest kartą zwierzęcia, to jeszcze jako jedyna karta specjalna nie może być częścią pewnych układów.

Bonsai

Bonsai

Bonsai to kolejna karcianka utrzymana w japońskim klimacie, pierwszy produkt od Kudu Games. W grze opiekujemy się drzewkami bonsai. Dzięki nam urosną im nowe gałęzie, pojawią się pąki, kwiaty, przylecą owady. Za wszystkie te elementy można zdobywać punkty, a szczególnie dużo zyskuje się ich za zrealizowanie zadań z kart specjalnych, jednak dopiero na zakończenie gry. Tworzone drzewka są bardzo estetyczne i gra cieszy oczy. Zasady łatwo zrozumieć, zaś sama mechanika dokładania kart jest oryginalna. Przez proste zasady Bonsai jest idealną grą dla początkujących graczy, ale myślę, że wyjadaczom też się spodoba. Niewysoka cena zachęca do kupna – na przykład na prezent dla znajomego, którego chcemy wkręcić w świat gier. Polecam! 🙂

Cappuccino

cappuccino

Kawa? Koty? Twórcy tej gry wiedzieli, jak mnie kupić! 😀

Cappuccino to abstrakcyjna gra logiczna, w której będziemy przekładać kubeczki kawy, tworząc wieże. Im wyższe są nasze, tym lepiej! Przekładać można jedynie wieże z własnym kubeczkiem na szczycie, a przykrywać – tylko te, które stykają się z naszą i są nie wyższe od niej. Gra jest o tyle świetna, że z jednej strony jest banalna (zasady opanujesz w minutę), a z drugiej – wymaga myślenia, a czasem nawet liczenia. Bardzo przypomina mi pozycję Hej, to moja ryba!. Występuje tutaj identyczny motyw z izolowaniem przeciwnikowi wysp. Jeśli więc lubicie szybkie gry logiczne (a już w szczególności, jeśli jesteście kociarzami i kawoszami ^^), to obowiązkowa pozycja dla was. Gra podoba się także dzieciom, dla których dobrą zabawą jest samo przekładanie kolorowych kubeczków. Rozgrywka trwa szybko, podobnie jak pakowanie – po prostu wkłada się kubeczki jeden w drugi.

Red7

Red7

To kolejna karcianka na liście, powszechnie lubiana gra i zdobywczyni wielu nominacji. Najciekawsze w niej jest to, że pod koniec każdego ruchu trzeba „wygrywać”, inaczej się odpada. Zwycięzcą zostaje ostatnia osoba, która pozostała w grze. Każda karta ma przypisaną liczbę od 1 do 7 oraz jeden z siedmiu kolorów. Kolorom odpowiada dodatkowo pewna reguła zwycięstwa. W każdej turze należy podjąć decyzję, czy zmieniamy regułę zwycięstwa, czy też dokładamy kartę do „palety” przed sobą. Ma to znaczenie i trzeba cały czas kontrolować, co robią inni gracze. W zasadzie toczymy tutaj siedem różnych gier jednocześnie, bo w każdej chwili ktoś może zmienić regułę zwycięstwa! Red7 jest bardzo minimalistyczna (tylko 49 kart, skromny design, proste reguły), a przy tym dość dziwna. Póki co, nie wciągnęła mnie, ale poznałam jak dotąd tylko podstawową wersję. W Red7 można grać z różnymi dodatkowymi zasadami. Z tego, co słyszałam, gra staje się z nimi o wiele ciekawsza. Myślę, że dam jej jeszcze szansę na jakimś konwencie.

Roll for the Galaxy (Roll, nie Race 😉 )

ROLL

Oto kościany następca gry Race for the Galaxy! Jest to z jednej strony typowy przykład gry 4X (eXplore, eXpand, eXploit, eXterminate, czyli: eksploruj, rozbudowuj, wykorzystuj surowce, eksterminuj), z drugiej – na tle innych tego typu strategii charakteryzuje się zaskakująco szybką rozgrywką (co nie znaczy, że jest to gra na kwadrans). Miłośnicy oryginalnego Race for the Galaxy wypowiadają się o Roll… bardzo entuzjastycznie. Ze znanych mi planszówek, najbliżej Roll… do Eclipse, jednak jest od niego prostsza, szybsza i praktycznie (z maleńkim wyjątkiem) nie występuje tutaj negatywna interakcja. Roll for the Galaxy jest super grywalna i bardzo łatwo się w nią wkręcić, chociaż zrozumienie zasad trochę zajmuje. Najciekawsze w mechanice są kostki, których jest aż 111! 😀 To one stanowią duszę tej gry. Gracz na początku ma ich tylko kilka, ale w miarę rozgrywki jego kolorowe stadko się powiększa. Każdy kolor kostki cechuje nieco inny rozkład obrazków na ściankach, przez co faworyzują one inne strategie – jedne będą wspierać eksplorację, inne wydobycie surowców. Kostki odgrywają wiele ról: służą jako zasoby ludzkie, surowce, znaczniki faz. Znikomą interakcję pomiędzy graczami w wypadku tej gry oceniam na plus: pozwala na szybką rozgrywkę, bo można zawczasu przemyśleć ruch. Roll for the Galaxy ma w sobie coś takiego, że niezwykle wciąga. Jest też pięknie wykonana. Gorąco polecam! 😀

Roll for the Galaxy
Bardzo podoba mi się obrazek na pudełku. Kostka kojarzy mi się z połączeniem Borg Cube i Companion Cube 😀

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “zjAva 7 + rzut oka na nowości growe

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s