Zagadkowcy w Krainie Czarów (relacja z escape’ów 27)

O HouseEscape słyszeliśmy już od dawna. Docierały do nas bardzo kontrastowe opinie, aż w końcu postanowiliśmy się przekonać, ile w nich prawdy. Trochę przykro mi to pisać, ale Kraina Czarów jest pod pewnymi względami przykładem tego, jak nie powinien wyglądać escape room.

Po escape roomie o takim tytule spodziewaliśmy się nawiązań do Alicji w Krainie Czarów albo chociaż tytułowych czarów, które zostaną urzeczywistnione dzięki nowym technologiom. Nic bardziej mylnego – zamiast wystroju rodem z jakiegoś magicznego świata po przekroczeniu progu naszym oczom ukazał się zupełnie typowy pokój. Weszliśmy nie do tego escape’u? Nie. Po powrocie do domu krótki research w internecie rozwiał wszelkie wątpliwości. Cóż – Kraina Czarów to nic innego jak funkcjonujący pod nową nazwą The Ring, którego ślady istnienia daje się zauważyć czy to na stronie HouseEscape, czy to w starszych komentarzach na LockMe, które ewidentnie odnoszą się do innego pokoju niż przedstawiany w opisie. Nie wiem, co kierowało firmą przy zmienianiu nazwy escape’u (być może poszło o prawa autorskie?), jednak obecna została dobrana wyjątkowo nietrafnie. Dopiero po fakcie jestem w stanie docenić aluzje do filmu The Ring. Na stronie HouseEscape nie znalazła się niestety najmniejsza wzmianka, czego naprawdę dotyczy scenariusz, a pani z obsługi nie opowiedziała historii wprowadzającej. Ot, zamykamy was na godzinę, bawcie się sami.

Pierwsze wrażenie – fatalne: pusto, zwyczajnie, a w dodatku całe pomieszczenie obklejone od góry do dołu naklejkami informującymi: nie dotykać, nie przesuwać. Dosłownie na palcach jednej ręki dało się policzyć rekwizyty tych nalepek pozbawione. Jak się potem okazało, jeśli coś nie zostało oznakowane, to niezawodny sygnał, że należy to rozmontować…

Kiedy zabawa się rozkręca, początkowe złe wrażenie znacznie się zaciera, chociaż wszechobecne naklejki wciąż nie pozwalają się zatopić we właściwej pokojom zagadek immersji. Człowiek chciałby dać się ponieść historii, stać się jej częścią, zapomnieć, że to wszystko nie dzieje się na niby. Kiedy już się to prawie udaje, wzrok pada na kolejną etykietkę albo nieuważny mistrz gry zakazuje dotykania jakiejś rzeczy, którą mieliśmy w rękach dobry kwadrans temu.

Apogeum wszystkiego okazała się karteczka z zakazem stosowania siły naklejona w taki sposób, aby osoba obdarzona nieco większą krzepą, która się nieco zapomni dowiedziała się po fakcie, że musi zapłacić karę w wysokości kilkuset złotych. Zakaz uciekania się do rozwiązań siłowych jest powszechnie przyjęty w escape roomach – niezrozumiała jest jedynie ta wybijająca z gry, niezbyt miła i nielogicznie umieszczona karteczka. W pokojach z zagadkami na ogół nie przesuwa się dużych mebli, nie niszczy rekwizytów, nie kopie ścian i tak dalej. Tutaj na każdym kroku ma się wrażenie, że obsługa nie darzy za grosz zaufaniem graczy: jakbyśmy nie przyszli tutaj po to, aby się pobawić, ale żeby urządzić demolkę. Nie podoba mi się takie podejście do uczestników. Ludzie, którzy w wolnym czasie mają ochotę rozwiązywać zagadki cechują się raczej wysoką kulturą osobistą. Świadomie wybrali taką formę rozrywki, a nie, dajmy na to, zdewastowanie pobliskiego przystanku.

Jasne, ludzie są różni i różne rzeczy mogą przyjść do głowy pod wpływem adrenaliny. Tyle tylko, że inne firmy mają już opracowane strategie, jak sobie radzić w takich sytuacjach i wystarczyłoby skorzystać z gotowych rozwiązań. Przede wszystkim, można poinformować graczy na wstępie, że jeśli coś zniszczą, to będą musieli zapłacić. Można dać im do podpisania regulamin, w którym zobowiążą się przestrzegać reguł. Takie rzeczy załatwia się przed wejściem, nie w połowie rozgrywki! Naklejki czy taśmy ostrzegawcze również są w użytku, ale zazwyczaj służą raczej ochronie graczy (np. informują, że coś potencjalnie niebezpiecznego – jak gniazdko elektryczne, przewody – nie bierze udziału w grze). Liczba takich oznaczeń powinna zostać przycięta brzytwą Ockhama do niezbędnego minimum.

Na początku rozgrywki klimatu w pokoju praktycznie nie ma, dopiero potem robi się bardziej magicznie. W przeciwieństwie do wystroju i fabuły, zagadki odebraliśmy bardzo pozytywnie. Przede wszystkim, jest ich zaskakująco dużo, zwłaszcza dla trzech osób. Na pewno nie będziecie się tutaj nudzić. Część zagadek sprawiła nam sporo frajdy, inne przysporzyły nie lada trudności, czasem musieliśmy wysilić wszystkie mózgi, a innym razem rozdzielić się do poszczególnych zadań. Jest to możliwe dzięki nieliniowemu rozłożeniu łamigłówek.

Na koniec pragnę zaznaczyć, że nasza opinia jest odrobinę nieaktualna: byliśmy w Krainie Czarów w wakacje. Od tamtego czasu przynajmniej dwie rzeczy uległy zmianie na plus. Pierwszą jest nazwa pokoju (znowu! 😉 ), który teraz występuje jako Dom w dżungli – co jest dużo sensowniejsze. Z niedawnych komentarzy HouseEscape na LockMe wynika, że wzięto sobie do serca opinie gości i zmniejszono o połowę liczbę naklejek. To się chwali, teraz jeszcze proszę wziąć przykład z konkurencji i pozbyć się drugiej połowy 🙂

houseescape-kraina-czarow
Głodny i spostrzegawczy? Przyjrzyj się uważnie zdjęciu, a być może zostaniesz nasycony 😉 (o ile promocja jeszcze trwa)

Przydatne informacje w pigułce

Co? Kraina Czarów w HouseEscape

Gdzie? ul. Łopuszańska 53

Za ile?
120 zł – poniedziałek-piątek do godziny 14.30
180 zł – weekend, w tygodniu po 14.30

Dla kogo? 2-5 osób.

Czas trwania gry: 60 minut.

Rezerwacja: Rezerwacji dokonuje się poprzez stronę internetową HouseEscape lub przez LockMe.

Linki:

HouseEscape

HouseEscape na Facebooku

HouseEscape na LockMe

Opinie o pokoju Kraina Czarów na LockMe

Opinie o HouseEscape na TripAdvisor

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s