Dziennik 29 (recenzja)

Jako fani zagadek i/albo escape roomów – bo jeśli nimi nie jesteście, to co robicie na tym blogu? – pewnie natknęliście się ostatnio na reklamy książki z czarną okładką i intrygującym tytułem „Dziennik 29”. Jeszcze bardziej enigmatyczny jest jej podtytuł: „interaktywna gra książkowa”. Jeśli zastanawialiście się lub właśnie zastanawiacie, cóż to za dziw natury, zaraz wszystko wyjaśnię. Otóż jest to gamebook (gra-książka), która zawiera 64 zagadki. Jej interaktywność polega na tym, że kolejne zagadki otwierają drogę do następnych, a rozwiązywanie ich wykracza poza książkę.

Do zagrania w tę grę (książkę?) warto się zaopatrzyć w zestaw widoczny w grafice w nagłówku: „Dziennik 29” (bez tego byłoby ciężko!), coś do pisania oraz smartfona. Komórka nie jest niezbędna do rozwiązywania łamigłówek, ale za to konieczny będzie dostęp do internetu.

W recenzji zacznę jednak nie od samych zagadek, a od estetyki. Dawno nie widziałam książki z równie zachwycającą oprawą wizualną. Już przed otwarciem książki można ją kontemplować – jest stylizowana na oprawioną w skórę, ma tajemniczą, a przy tym minimalistyczną okładkę, na której nie ma nawet podanego nazwiska twórcy (autorem zarówno zagadek, jak i ilustracji jest Dimitris Chassapakis).

W środku oczywiście jest jeszcze ciekawiej: strony zdobią niezliczone tajemnicze symbole, jakieś diagramy, tu i ówdzie zapiski w nieznanym alfabecie. Przewija się często motyw kości, szkieletów. Tyle że to nie są kości ludzkie, a należące do obcej rasy – kosmitów.

Sami popatrzcie, jakie śliczności:

ładne.jpg

czaszki.jpg

kwiatek.jpg

Fabularnie bowiem „Dziennik 29” jest notatkami grupy naukowców, którzy natrafili na ślady obcej cywilizacji. Przez 28 tygodni prowadzili w tajemnicy prace wykopaliskowe, ale w 29. tygodniu coś się wydarzyło i ekipa zaginęła bez śladu. Jeśli rozwiążecie ostatnią zagadkę w książce, dowiecie się, co się stało z badaczami.

Pod względem user experience książka jest naprawdę świetnie wykonana. Bardzo fajnie wymyślono zwłaszcza sprawdzanie odpowiedzi. Zaprezentuję Wam to na przykładzie pierwszej (zerowej 😉 ) zagadki.

aaa.jpg

Na każdą zagadkę zostały przewidziane dwie strony – są one widoczne zawsze razem, gdy otworzymy książkę w dowolnym miejscu. Główna część łamigłówki jest zawsze zawarta na prawej stronie, a na stronie lewej znajduje się adres strony internetowej, pod którym możemy sprawdzić rozwiązanie (jeśli korzystamy ze smartfona, zamiast wpisywać ten adres ręcznie, możemy zeskanować kod QR, który odeśle nas we właściwe miejsce).

Jeśli na wyświetlonej stronie internetowej podamy dobrą odpowiedź, dostaniemy w nagrodę tzw. klucz. Warto go sobie zapisać. W naszym przypadku rozwiązaniem jest oczywiście „29”, a otrzymanym kluczem – jak widać na zdjęciu – „Brawo!”.

Klucze, które dostajemy, mogą przydać się później (choć nie muszą). Wygląda to mniej więcej tak:

zagadka-jakac59b.jpg

Żeby rozwiązać tę zagadkę, potrzebujemy kluczy z wcześniejszych zagadek.

Wiele zagadek jest samodzielnych i można do nich przystąpić od razu, nie rozwiązawszy żadnej innej. Z kolei te, do których potrzeba kluczy, zawsze wymagają ich co najmniej dwóch. Bardzo to sobie chwalę, bo gdyby zagadka zależała tylko od jednego klucza, to nierozwiązanie jakiejś wcześniejszej łamigłówki mogłoby zablokować zupełnie jej robienie. Jednak dzięki temu, że zależy od dwóch czy trzech kluczy, nie musimy się o to martwić, bo prawie zawsze przy odpowiedniej dozie sprytu da się wykombinować rozwiązanie 🙂

Ten system dostawania kluczy w zamian za odpowiedzi ma więcej zalet. Dzięki temu, że do dalszych zagadek wykorzystywane są klucze z poprzednich (a nie odpowiedzi), nie spoilujemy sobie poprzednich zagadek, jeśli rozwiązujemy je nie po kolei. Da się często domyślić, jaki klucz wychodził z poprzedniej zagadki, ale nie zdradzi nam to nic na temat odpowiedzi na nią. Z tego samego powodu możemy też pokazać znajomemu jakąś zagadkę (z wpisanymi kluczami) bez spoilowania mu rozwiązania wcześniejszych zagadek.

No dobrze, ale jakiego typu zagadek spodziewać się w książce? Przewrotnie, wymienię najpierw, jakich zagadek tu na pewno nie znajdziemy:

  • bardzo skomplikowanych, złożonych z wielu elementów;
  • typowo logicznych – to znaczy takich, gdzie wszystkie elementy zostają podane na początku, ale musimy je poskładać w całość i wyciągnąć jakiś wniosek (wiecie, w stylu zagadki Einsteina);
  • wymagających specjalistycznej wiedzy.

Wszystkie zagadki zawarte w książce jest teoretycznie w stanie zrobić każdy 🙂 Nie trzeba mieć wiedzy wykraczającej poza codzienną ani bardzo wygimnastykowanego w trudnych rozumowaniach umysłu. Wystarczy dostęp do internetu, spryt i pomysłowość, a najważniejszą umiejętnością potrzebną do rozwiązania zagadek będzie kojarzenie faktów i myślenie „outside the box”. Całkiem sporo łamigłówek wymaga pomyślenia w zupełnie niestandardowy sposób i jest moment „Eureka”, gdy nagle rozpalony od myślenia do czerwoności umysł wpada na właściwe tory.

Za każdą dobrą odpowiedź dostajemy pozytywny feedback, a poziom zagadek generalnie wzrasta wraz ze zbliżaniem się do końca książki – to sprawia, że łamigłówki robi się bardzo przyjemnie.

Myślę, że najwięcej zabawy z „Dziennikiem 29” będziecie mieć, rozwiązując go w dwie osoby – np. z przyjaciółką, siostrą, chłopakiem, żoną, córką czy kim tylko chcecie. Wiadomo, że co dwie głowy, to nie jedna 🙂 Kilkoro przyjaciół tak rozwiązywało. Ja robiłam zagadki sama i to też ma zalety – więcej satysfakcji z rozwiązania ^^ Jednak można się też bardziej sfrustrować, gdy coś nie idzie (wiadomo, nie ma na kogo zwalić 😉 ).

Autor pomyślał jednak i o takich sytuacjach. Gdy stracisz już cierpliwość do danej zagadki, możesz skorzystać z podpowiedzi. Do każdej łamigłówki dostępna jest jedna podpowiedź. Zwykle nie jest nachalna, więc nie psuje przyjemności z rozkminy. Jeśli i podpowiedź nie pomoże, w ostateczności można po prostu sprawdzić rozwiązanie.

interfejs

Największą wadą „Dziennika 29” jest jego zakończenie – nie do końca wiadomo, czy rozwiązało się już cały, czy nie. Jednak mam co do tego pewną hipotezę: to sugestia, że będzie ciąg dalszy. Oczywiście, że będzie – tajemnicą poliszynela jest, że wydawnictwo FoxGames planuje wydać kontynuację „Dziennika 29”. Ukaże się ona pod tytułem „Wyprawa 1907”.

Jeśli zainteresowały Cię te książki, więcej informacji o nich znajdziesz tutaj:

http://dziennik29.pl/
http://foxgames.pl/
https://www.facebook.com/FOXGAMESpl/

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu FoxGames.

FoxGames

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s